wtorek, 01 czerwiec 2010 23:45

Jak dojść na szczyt - The Rock

Zaczęło się od mięśni– charyzma, uśmieszki, świdrujące spojrzenie to detale.Bez mięśni nie miałyby znaczenia. The Rock – wielki jak góra człowiek o sylwetce posągu – nigdzie nie przemknie się niezauważony.
Okazała postura w zestawieniu z łagodnym spojrzeniem uczyniły z niego ikonę. Ale nie daj się zwieść – mięśnie to podstawa.
Z biegiem lat każde ciało się rozwija. Niekoniecznie w dobrym kierunku. Wystarczy porównać muskularnego i zwinnego Janosika z potężnym komisarzem z 13. posterunku. The Rock wybrał właściwy kierunek. W miarę, jak idzie po obranej drodze, rozwija się jego kariera. Zaczynał pod koniec lat 90. w rin- gu zapaśniczym przy 50-tysięcznej publiczności. Dziś 34-letni wielkolud jest gwiazdą filmową. Role w światowych hitach przyniosły mu światową sławę. A wszystko to dzięki mięśniom i treningowi. Bo dla Rocka trening jest jak oddychanie.
Trudne początki

Dwayne „The Rock” Johnson pierwszy raz trafił na ławeczkę w siłowni, gdy miał 13 lat. „Chwyciłem 60-kilogramową sztangę i spróbowałem ją wypchnąć. Przygniotła mnie – wspomina trudne początki. – Musiałem dać za wygraną. Sztanga zsunęła się na bok. a ja najadłem się wstydu”. Pierwsze śliwki robaczywki, pierwsze koty za płoty – dalej mogło być tylko lepiej. Kolejne próby były bardziej udane, trening Rocka zaczął nabierać tempa. Gdy Dwayne był w szkole średniej, z jego ciałem zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Z przeciętnego nastolatka zaczął wyrastać wielkolud, którego znamy dziś – prawie 2-metrowy The Rock ważący 110 kg. Wraz z mięśniami pojawiły się pierwsze sukcesy. W ostatniej klasie ogólniaka Dwayne zdobył stypendium sportowe Uniwersytetu Miami. Jego postura czyniła z niego wprost idealnego kandydata na futbolistę. Ćwiczył dalej i nabierał masy tak szybko, że w pewnym momencie ważył aż 130 kg! „Wyglądałem wtedy jak ludzik Michelina” – wspomina, śmiejąc się. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że zostanie zawodowym graczem. Niestety – marzenia o lidze NFL przekreśliła poważna kontuzja. Próbował jeszcze sił w mniej prestiżowej lidze kanadyjskiej, ale bez powodzenia. Pokonany i przybity wrócił do domu, by prowadzić rodzinny interes.

Na szczyt

Jednak The Rock ma we krwi odporność na upadki. Jeszcze jako dzieciak oglądał swojego dziadka poniewieranego po ringach zapaśniczych. Dobry przykład dał mu też ojciec – mistrz i prekursor współczesnego wrestlingu. Młody The Rock miał zatem doskonałe podstawy, by rozpocząć karierę zapaśnika. Jednak na drodze do ringu stanęła mu... masa. „Wrestling to nie tylko waga, potrzebna jest zwinność, musiałem więc zrzucić parę kilogramów”. Dzięki częstym wizytom w siłowni szybko stracił 10 kg, a plan treningowy, który wtedy opracował, sprawdzał się przez lata. Z nowym ciałem The Rock śmiało poczynał sobie na ringu, miażdżąc przeciwnika za przeciwnikiem. Zanim się obejrzał, stał się prawdziwą gwiazdą wrestlingu. I właśnie wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze filmowe propozycje. Najpierw „Powrót mumii”, potem „Król Skorpion”. Gwiazda wrestlingu szybko stawała się gwiazdą kina. Jednak na tym zmiany się nie skończyły. Role stawały się coraz poważniejsze i większe, a karykaturalny wizerunek zapaśnika stał się uciążliwy. To właśnie w tym okresie The Rock pokazał swoje nowe, zupełnie zaskakujące oblicze. Olbrzym zaczął emanować ciepłem, wrażliwością i poczuciem humoru. Jednocześnie jego ulubiony system treningu – jedna część ciała dziennie – przestał się sprawdzać. „Ćwiczyłem wprost fanatycznie – wspomina – jednak moje mięśnie były wiotkie, tak jakby cała para szła w gwizdek. Nie tylko nie czułem, że się rozwijam, miałem wrażenie, że słabnę”.

Tylko na lepsze

The Rock zmienia się częściej niż fryzura Michała Wiśniewskiego. „Lubię zmiany – zapewnia z przekonaniem. – Będąc w trasie z ojcem, podróżując ze stanu do stanu, nauczyłem się radzić sobie z ciągłymi zmianami. Dziś, gdy przychodzi czas na zmiany, mówię: OK, rozpiszmy plan i zobaczmy, co da się zrobić”. Ostatni etap ścieżki rozwoju The Rock pokonuje w towarzystwie nowego trenera Billa Becka, który ułożył nowy plan treningowy. Dwayne zrzucił kolejne 10 kg i w 4 miesiące pozbył się połowy tkanki tłuszczowej. Przy czym spędza w siłowni tyle samo czasu. Dieta – owszem. Musi jeść więcej. Efekty widzisz na zdjęciach, jadłospis i plan ćwiczeń masz obok. The Rock dotarł na szczyt. Kolej na Ciebie!
Czytany 1005 razy
© 2013-2019 by SN2.EU