wtorek, 12 październik 2010 08:13

Chevrolet Spark 1.2 LT - stworzony by cieszyć

Za każdym razem kiedy testuje jakiś samochód, traktuję go przez te kilka dni tak samo jak własny. Dbam o niego, nazywam go pieszczotliwie i staram się znaleźć jego wszystkie najlepsze strony, coś przez co pokocham rzeczone auto w chociaż podobnym stopniu jak swój wozik.

Faktem jednak jest, że czasem to wszystko jest łatwiejsze, a czasem wręcz niemożliwe, wszystko zależy z jakimi czterema kółkami mam do czynienia. Szczególnie łatwo przywiązuję się do malutkich zwinnych autek, nie żebym nie lubił tych większych, po prostu mam sentyment do niewielkich karoserii, być może przez wzgląd na własny samochód, albo z jakiegoś zupełnie innego powodu, nie wiem.

To nowy Matiz?!

Tym razem miałem spędzić cały tydzień w towarzystwie Chevroleta Sparka, najmniejszego modelu w ofercie amerykańsko- koreańskiej firmy, następcy poczciwego i paskudnego Matiza. Kiedy usłyszałem, że to następca tego znienawidzonego przeze mnie „pojazdu”, już przed spotkaniem ze Sparkiem miałem o nim wyrobione zdanie, nie muszę dodawać, że nie było zbyt pochlebne. To pokazuje jak wielką siłę mają stereotypy, nawet taki ktoś jak ja (bądź, co bądź samozwańczy) dziennikarz motoryzacyjny, który z reguły powinien być obiektywny i nie poddawać się opiniom innych, z góry zakłada, że Chevrolet Spark, będzie tak samo zły jak jego poprzednik, mimo, że ani razu nie siedział nawet za kierownicą. Przełamałem jednak kajdany ograniczające możliwości mojego mózgu z napisem „STEREOTYPY O SPARKU” i postanowiłem podejść do tego auta z tak zwaną czystą kartką, tabula rasa! Jak to dumnie brzmi, przejdźmy jednak do rzeczy....

Stworzony, by cieszyć

Na początku chciałbym zaznaczyć, że Spark jest tani, jest tańszy od nudnych Aygo, iQ, Smartów i innych tym podobnych wynalazków. To sprawia, że właściwie jest bezkonkurencyjny w swojej klasie, którą tak naprawdę wypełnia tylko on sam jeden. Powiem wam, że Spark jako jeden z niewielu aut spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, nie była to miłość, ale wyczułem jakąś chemię, miedzy mną a tym maluchem. Wygląda o wiele efektowniej niż na zdjęciach, sprawia wrażenie nieco gadżeciarskiego i bez wątpienia, jest pełen młodego ducha. Już sam lakier rzuca się w oczy, niby to niebieski, ale takiego odcienia, nawet ze święcą, ba nawet z gromnicą nie znajdziecie na żadnym innym aucie. Jest trochę cukierkowy, błyszczący, wygląda jakby był żywcem przeniesiony z jakiejś zabawki, jednym zdaniem idealnie pasuje do charakteru Sparka, a przy tym jest oryginalny i po prostu ładnie wygląda. Lakier to jedno, ale coś co naprawdę zasługuje na uznanie to to co ten lakier pokrywa czyli karoseria. Projektantom Chevroleta mimo bardzo niewielkich rozmiarów auta udało się zachować odpowiednie proporcje, przez co Spark nie wygląda jak coś pokracznego na małych kółeczkach, wręcz przeciwnie. Cały naszpikowany jest ostrymi krawędziami, widać, że designerzy nie bali się stawiać mocnych kresek, według mnie pod względem wyglądu ten wozik jest zupełnie bezkonkurencyjny jeśli chodzi o małe auta miejskie. Nie wiem czy o tym wiedzieliście, ale o tym jak obecnie wygląda „następca” Matiza zadecydowali internauci, koncern GM zaprezentował trzy różne wizje małego samochodu, a użytkownicy sieci www, zdecydowali, który podoba im się najbardziej. Szczerze mówiąc wybrali perfekcyjnie, a naprawdę duże słowa uznanie należą się za to, że wersja produkcyjna praktycznie niczym nie różni się od prototypu, istny strzał w dziesiątkę Chevy!

Nie wiem czy kojarzycie taki stary model Suzuki, nazywał się wagonR, jego bryła przypominała pudełko, bardzo wąskie i nieproporcjonalnie wysokie, nawet patrząc na ten samochód z zewnątrz można było odnieść wrażenie, że wywróci się przy byle podmuchu wiatru, albo na pierwszym lepszym zakręcie, delikatnie mówiąc nie wzbudzał poczucia bezpieczeństwa. Bryła Sparka, tak jak wielu innych aut typu: „wózek na zakupy” jest niemal identyczna jak we wspomnianym Suzuki, ALE w tym konkretnym przypadku, nie sposób tego dostrzec, linie nadwozia są tak poprowadzone, żeby za wszelką cenę zamaskować to zjawisko i z ręką na sercu muszę przyznać, że odnoszą sukces „na całej linii”;) Ciekawym gadżetem jest osłona tłumika umiejscowiona w zderzaku, ma chromowaną obwódkę i wygląda jakby wydech wypchnął kawałek plastiku, żeby pokazać swoją błyszczącą końcówkę. Moja testówka była postawiona na alufelgach, co prawda wielkości guzików do koszuli, ale zawsze były to „alusy” i mimo, że nie specjalnie dodawały Sparkowi uroku to z pewnością go też nie ujmowały. Tyle o wyglądzie zewnętrznym czas przejść do wnętrza...


To nie jest samochód dla starych ludzi

To z pewnością jest adresowane pod młodych ludzi i to w większości jako pierwsze auto zaraz po zdaniu egzaminu na prawo jazdy, nie wyobrażam sobie nikogo powyżej 28 roku życia za kierownicą Chevroleta. Oczywiście czuć, że jesteśmy w tanim samochodzie, wszystkie plastiki są twarde jak skała, niektórym łączeniom daleko do ideału, fotele są najprostsze jak to tylko możliwe, na każdym kroku widać oszczędności na montażu i materiałach. Tylko, że to wszystko kompletnie nam nie przeszkadza! To fenomen, ale design wnętrza jest tak ciekawy, że nie zwracamy uwagi na wszelkie niedociągnięcia. Kiedy usiądziemy za naprawdę świetną kierownicą pierwszy w oczy rzuca się licznik połączony z obrotomierzem i komputerem pokładowym, wygląda identycznie jak w motocyklach typu ścigacz, w 100% elektroniczny, pełen migających diodek, jest gadżeciarski, to fakt, ale tutaj nie wygląda głupio, jest jak najbardziej na miejscu. Plastiki mimo iż mizernej jakości i niezbyt precyzyjnego zmontowania są chociaż pomalowane w kolorze nadwozia, a to nadaje uroku i rozświetla z pozoru ponurą deskę rozdzielczą. Na słowa uznania zasługuje również ergonomia i łatwość obsługi różnego rodzaju przycisków i pokrętełek, od razu wiemy, gdzie, jak i po co wszystko się znajduje. Moja testowa wersja w nadwoziu pięciodrzwiowym, może nie powalała ilością miejsca w środku, ale przy tak mikroskopijnych gabarytach Sparka i tak nie można narzekać. Jedyne co naprawdę mi się nie spodobało to fotele, trzymanie boczne jest im totalnie obce, a materiał którym są obite również nie należy do najprzyjemniejszych w dotyku, ani do najprzyczepniejszych, przy ostrych zakrętach konieczne staje się zapieranie o kierownicę, w innym wypadku może to skutkować wylądowaniem na kolanach pasażera podczas ostrzejszego skrętu. Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz w tym samochodzie, którą chciałbym zmienić to definitywnie i bezapelacyjnie są to fotele.


Mały lekki i zwinny

Czas opowiedzieć nieco o wrażeniach z jazdy. Od razu powiem, że po następcy Matiza nie oczekiwałem zbytnich rewelacji, właściwie to nie oczekiwałem po nim niczego dobrego. Silnik napędzający Sparka to znany mi już dobrze motor o pojemności 1.2l i wyżyłowany do niebotycznej mocy 81 km. Niby bez rewelacji ale w Aveo spisywał się bardzo dobrze, był ultra oszczędny, a przy tym odpowiednio traktowany przyzwoicie napędzał auto. To sugerowałoby, że w sporo lżejszym i mniejszym Sparku będzie jeszcze lepiej i co? I znowu miałem rację! Mimo, że silnik i skrzynia są identyczne zarówno dla Aveo jak i dla jego młodszego brata, to podczas jazdy są to zupełnie inne samochody. W starszym modelu Chevroleta, lewarek zmiany biegów posiadała precyzję godną wiosła, do tego stopnia, że czasem przy zmianie położenia trzeba było użyć naprawdę dużo siły, aby bieg wskoczył na swoje miejsce. W Sparku, wszystko działa już bez żadnych oporów, ze zmiany przełożeń można czerpać przyjemność, układ kierowniczy pracuje bez zarzutu, a jego przełożenie i siła wspomagania są dobrane bardzo dobrze, zawsze dokładnie wiemy co dzieje się z przednimi kołami, a każdy manewr możemy przeprowadzić z łatwością i bardzo sprawnie. Zawieszenie, nie jest wspaniałe, to fakt, na nierównościach zaczynamy czuć jak tracimy przyczepność i kontrolę nad autem, a uwierzcie mi w takim małym blaszanym pudełeczku to nie jest najprzyjemniejsze uczucie. Na poprzecznych nierównościach, potrafi nieźle zatrząść, co też poniekąd spowodowane jest krótkim rozstawem osi i kół. Jeszcze parę słów o spalaniu i osiągach. Silnik, aby pokazał nam pełnie swoich możliwości musimy głęboko wciskać pedał gazu i zapędzając go tym samym w wysokie rejestry obrotomierza. W porównaniu do Aveo rzeczywiście czuć niższą masę, a jeżeli jesteśmy na niemieckiej autostradzie bez trudu zamkniemy tzw.: „szafę”. Czasy przyspieszeń również nie są tragiczne i w zupełności wystarczą do jazdy kierowcy zaraz po zdaniu egzaminu na prawo jazdy. Spalanie przy średnio spokojnej jeździe jest mniej więcej takie, jak w większym bracie przy bardzo spokojnej, to naprawdę świetny wynik, a co za tym idzie bardzo ekonomiczne auto.


Strzał w dziesiątkę Chevroleta!

Podsumowanie Sparka nie jest trudne. Po bliższym spotkaniu z tym autkiem, zmieniłem swoje zdanie na jego temat o 180 stopni, nie miałem większych problemów, żeby traktować je jak  swoje własne. Nie można się po małym Chevrolecie spodziewać zbyt wiele, za to trzeba pamiętać o jego cenie i o tym jak się prezentuje. Wydaję mi się, że to najlepszy z obecnie produkowanych aut amerykańsko- koreańskiej marki. Nie jest idealny, ale jest najrozsądniejszą i najciekawszą propozycja dla najmłodszych kierowców.  


Dane techniczne Chevrolet Spark 1.2 LT
Silnik:    benzynowy, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwem:    wtrysk wielopunktowy
Pojemność:    1206 cm³
Moc maksymalna:    60 kW (81 KM), 6400 obr/min
Maks. moment obrotowy:    111 Nm, 4800 obr/min
Skrzynia biegów:    manualna, 5-biegowa
Zbiornik paliwa:    35 l
Napęd:    napędzane koła przednie
Wymiary (dł./szer./wys.):    3640 x 1597 x 1522 mm
Masa własna / ładowność:    939 / 416 kg
Pojemność bagażnika:    170 l
Spalanie: miasto/trasa/średnie:     6,6 / 4,2 / 5,1
Emisja CO2:    119 g/km
Prędkość maksymalna:    164 km/h
Przyśpieszenie 0-100 km/h:    12,1 s
Cena wersji podstawowej:    41 890 zł
Cena wersji testowej:    44 090 zł


Materiał przygotowany we współpracy z portalem auto-strefa.pl

Autor: Marcin Witkowski

Czytany 1105 razy
© 2013-2019 by SN2.EU