wtorek, luty 27, 2024
piątek, 24 luty 2012 09:24

Baba za kierownicą

„- Kochanie, czy możesz zwiększyć limit prędkości, który sobie ustaliłaś? W przeciwnym razie dojedziemy na miejsce jutro rano….
- Ależ przecież mamy do domu zaledwie 100 km, przejechaliśmy dzisiaj 1000 km, są złe warunki na drodze i trzeba być odpowiedzialnym- jadę ostrożnie, a Ty miałeś podobno spać.  
-  Miałem, ale ta zabójcza prędkość mi przeszkadza… o matko, czy ten TIR nas wyprzedza..? Ale wstyd…

- Cóż, droga to nie miejsce do radzenia sobie z kompleksami, wstydem i wszelkimi emocjami, które chcemy ukryć. Jak ktoś ma satysfakcję, że mnie wyprzedza, a łamie przy tym przepisy i bezpieczeństwo – niech jedzie na śmierć, byle niewinnych nie pozabijał przy okazji….  
- No tak, baba za kierownicą…” I dzięki Bogu zasnął, albo udaje…nieważne, liczy się, że zamilkł…
No i cóż, kobieta za kierownica i partner jako pasażer- konflikt murowany…  Bo przecież mężczyźni jeżdżą dynamiczniej, bezpieczniej, po prostu lepiej… Stereotyp, który warto skonfrontować z rzeczywistością i statystykami.

W 2010 roku kobiety spowodowały zaledwie 19 % wypadków, zaś nasi cudowni panowie aż 77, 1%.  W Wielkiej Brytanii badania wykazały, że mężczyźni absolutnie nie zamierzają zgadzać się z realiami. Walczą zaciekle, w szczególności jadąc ze swoją żoną, partnerką, kochanką. Z tą ostatnią pewnie mniej z wiadomych względów, chyba, że wskoczy ona na pozycję tej pierwszej… I tak, mąż jadący jako pasażer, może z czystym sumieniem łapać za kierownicę, podczas gdy zdezorientowana kobieta ulega jego dziwnym manewrom w stylu „ uważaj, zrobię to lepiej”. Nie sposób nie wspomnieć, iż już sam taki ruch i ingerencja w prowadzenie pojazdu pasażera stwarza zagrożenie wypadkiem. Upomnieć kierowcę można tylko i wyłącznie słownie, zaś „ rzucanie” się na kierownicę jest wprost niedopuszczalne.

Kobiety jeżdżą zdecydowanie spokojniej, wolniej, ustępują innym pierwszeństwa, czyli kultura jazdy jak najbardziej nam wychodzi.  Jedziemy w sposób wyważony, niekoniecznie stając się „ zawalidrogą” co często wypominają nam panowie. Ci zaś prowadzą auta dynamiczniej, ale także dużo gwałtowniej, wykonują nagłe manewry, hamowania i wyprzedzania, przez co czują się – o dziwo- LEPSI za kierownicą. Cóż, można i oddać naszym panom pierwszeństwo w tej materii, jeżeli pomoże im to w samoocenie, prosimy ich jednak o spokojne spanie podczas trasy z partnerką i powstrzymanie się przed stwarzaniem stresu i napięcia podczas podróży. Każda kobieta może przyznać, że parkując, jadąc, wyprzedzając samodzielnie, świetnie sobie radzi. Jeżeli jednak na miejscu pasażera siedzi „ przedstawiciel najlepszych kierowców we wszechświecie- czyli mężczyzna”- te same manewry mogą zacząć stwarzać trudność.
Panowie kochani, jeżeli chcecie bezpiecznie dojechać z kobietą do celu, uspokójcie się, zaufajcie, dajcie jej szansę spokojnego prowadzenia pojazdu…a jeżeli się boicie, nie

wsiadajcie na miejsce pasażera i to wystarczy. Ja często słyszę jak mój towarzysz chwali się innym panom, że jego żona to dobrze jeździ…jak na kobietę oczywiście. I wszystkim mężczyznom miło to przyznać. Niech sobie jeździ najlepiej…w końcu ranking jest wśród kobiet. Mężczyźni są zawsze na wygranej jako kierowcy.

Ja zaś ostatnio wyszłam na totalnego paranoika, ponieważ nakazałam panom w moim towarzystwie zapinać w swojej obecności pasy z czystego egoizmu. Bo jeżeli słyszę: „ja nie zapinam, bo tak się lepiej czuję” to oznajmiam, że samopoczucie mnie nie interesuje, ponieważ pasy są konieczne w czasie jazdy dla mojego bezpieczeństwa. Jak to dla Twojego???? Ty się zapnij jak chcesz. A jak mi walniesz swoją wielką czachą podczas wypadku w moją głowę, to raczej możesz mi coś uszkodzić, prawda?- pytam uparcie.  Ojej, zdziwienie wielkie. Przecież mężczyzna to nawet jak lata przy zderzeniu, kontroluje sytuacje…patrzy gdzie leci, w co uderza, wybiera miękkie lądowanie…A poważnie- każdy pasażer bez zapiętych pasów zagraża drugiemu. Podczas zderzenia przy dużej prędkości ludzie latają w kabinie auta, wypadają za szybę i robią rzeczy, których nie chcemy sobie wyobrażać, bo lubimy żyć. Nie mówię o popadaniu w paranoję, ale o zwykłym bezpieczeństwie. Są pasy, to je zapinam. Nie trzymam młotka i pełnych butelek luzem w samochodzie, bo podczas hamowania mogą kogoś zabić itd.

Jeżeli zachowuje wszelkie środki ostrożności, mogę jechać spokojnie, bo zrobiłam to, na co mam wpływ, a resztą się nie martwię.  Zakończę pokojowo: Panowie, bardzo Was kochamy, pozwólcie nam jednak jeździć bez stresu po naszych cudownych, lekko dziurawych, polskich drogach.